¡Hola Valencia! Czyli jak spędzić fajny weekend w Walencji z rodziną

Hiszpania to jedno z miejsc najchętniej wybieranych przez Polaków na wypoczynek. Szybki weekend w Barcelonie czy dwa tygodnie na śródziemnomorskich plażach – wszyscy bez wyjątku kochamy Półwysep Iberyjski. Ale Hiszpania to nie tylko barcelońskie mozaiki i eleganckie hotele na Costa Brava. Warto zejść z utartych turystycznych ścieżek i poszukać miejsc wyjątkowych. Dla mnie takim szczególnym zakątkiem była w zeszłym roku Walencja…


Podróż do Walencji


Dlaczego Hiszpania? Mnie w tym kraju urzekają przede wszystkim ludzie! Nie znam drugiego tak otwartego, gościnnego narodu. Radosne ¡Hola! ¿Qué tal? to zawsze zaproszenie do miłej pogawędki, nawet jeśli będzie to tylko krótka wymiana zdań łamaną angielszczyzną. Wystarczy, że dostrzegą zagubionego turystę, a już gotowi są wskazywać drogę, wypytywać o szczegóły podróży i udzielać cennych rad. Tu czas wydaje się płynąć nieco innym tempem i niejako podwójnie – w dzień nieco sennie, w nocy zaś hiszpańskie miasta to pulsujące życiem skwerki, bary i kluby. Poza tym cało roczne pełne słońce, egzotyczne palmy na ulicach przy pięknych kolonialnych zadbanych kamienicach  i owocujące drzewa pomarańczy w połowie grudnia! 


A dlaczego Walencja? Większość turystów celuje w Madryt, Barcelonę lub wspomniane Costa Brava. Ja szukałam miejsca, które łączyłoby w sobie to, czego szukam w czasie krótkich zagranicznych wypadów: relaksujące spacery po plaży i intensywne zwiedzanie. Nie wyobrażam sobie siedzenia przez parę dni na leżaku, ani gonienia po mieście i „odhaczania” kolejnych punktów. Idealne miejsce to takie, które pozwala z jednej strony na relaks, oderwanie się od polskiej codzienności i ukojenie w ciepłej, morskiej bryzie, a z drugiej tętni życiem niosąc mnóstwo inspiracji, napełniając moją głowę wrażeniami. I to właśnie odnalazłam w Walencji.







Walencja – kulturowy tygiel


Walencja to trzecie co do wielkości miasto w Hiszpanii. Jego krajobraz ukształtował się pod wpływem trzech kultur: rzymskiej, arabskiej i chrześcijańskiej. Początkowo była to bowiem rzymska kolonia, która w VIII w. została zajęta przez Maurów. Z rąk arabskich Królestwo Walencji wyzwolił legendarny Cyd. Można powiedzieć, że był to hiszpański Zawisza Czarny, legendarny rycerz i bohater narodowy. Ostatecznie jednak miasto przeszło pod panowanie Księcia Aragonii dopiero w XIII w. i wtedy rozpoczął sie nowy, chrześcijański etap rozwoju Walencja. Nie jest to jednak tak zamierzchła „prehistoria”, jak mogłoby się wydawać, bo miasto pełne jest historycznych śladów.


Nie myślcie jednak, że Walencja to historyczny skansen – nic z tych rzeczy! To prawdziwy tygiel, w którym mieszają się wpływy kulturowe, style i idee, w którym spotyka się przeszłość i teraźniejszość, a nawet… przyszłość. Obok katedry z XIII w. wyrastają nowoczesne bryły, a przy XV-wiecznym gotyckim budynku Llotja de la Seda – Giełdy Jedwabiu, wyrasta zbudowana na początku XX w. monumentalna hala Mercat Central.


Wisienką na torcie tej różnorodności jest „valenciano” – język walencki. Jest to tak naprawdę (z małymi różnicami) język kataloński, który jest w Walencji, podobnie jak w Katalonii, na Balearach i w Andorze, jednym z języków urzędowych. Język ten, na pierwszy rzut oka jest bardzo podobny do hiszpańskiego, choć słychać w nim także nieistniejący już język oksytańskim i francuskim. Z tej dwujęzyczności regionu wynikają między innymi różnice w zapisie niektórych nazw własnych. Jeśli uczycie się hiszpańskiego, z pewnością usłyszycie różnicę w wymowie niektórych słów, co może być dla każdego „hiszpanofila” ciekawym doświadczeniem i wyzwaniem.


Co trzeba zobaczyć w Walencji?


Dla mnie to jedno z tych miast, w których na mapie warto zaznaczyć tylko kilka najważniejszych punktów, a potem po prostu zagubić się w uliczkach i zakamarkach, nie tyle zwiedzać i odhaczać kolejne zabytki, co raczej chłonąć atmosferę, poznawać, podziwiać i… robić zdjęcia. Na mojej liście było kilka „punktów obowiązkowych”, które naprawdę warto zobaczyć.


Z pewnością trzeba zajrzeć do katedry (Iglesia Catedral-Basílica Metropolitana), której historia stanowi swego rodzaju kwintesencję walencjańskiego tygla kultur – powstała w miejscu, gdzie kiedyś stał meczet, a wcześniej katedra gotycka. Całość, choć wzniesiona w stylu barokowym, nosi ślady stylu romańskiego, gotyku, renesansu, a dwie dobudowane kaplice są z kolei neoklasycystyczne.
Według legendy to właśnie w tutaj znajduje się Święty Graal – mityczny kielich, w którym znajdowała się krew Chrystusa.





Nie sposób nie wejść na przylegającą do katedry El Micalet (El Migueletę) – ośmioboczną dzwonnicę, która jest symbolem miasta. Wchodząc 50 metrów w górę możemy zobaczyć Valencię z lotu ptaka. Naprawdę warto pokonać 207 schodów dla tego widoku. Na tyłach katedry znajduje się z kolei barokowa Basilica de la Virge dels Desamparats, o lekko różowawych, kolonialnych murach, zwieńczona imponującą kopułą.





Kolejny punkt obowiązkowy to Mercado Central – czyli centralny rynek, a dokładniej modernistyczna hala targowa wzniesiona na początku XX w.. W przestronnej przeszklonej hali zbudowanej na potężnej żelaznej konstrukcji mieści się kilkaset malutkich stoisk, na których znajdziemy warzywa, ryby, mięso i owoce. Wszystko jest tu tak świeże, naturalne, kolorowe i pięknie poukładane na małych straganach, że od razu mamy ochotę sięgnąć chociażby po kawałek świeżego ananasa czy melona. Kraby, homary, wiszące szynki serrano, zapach wyciskanych przed chwilą soków, a na nagły głód – przyrządzana na miejscu paella… To jedno z tych miejsc, którego się nie zwiedza, ale które się po prostu czuje…

Po tym „powrocie do przeszłości”, warto przenieść się na chwilę do przyszłości i odwiedzić La Ciudad de las Artes y las Ciencias, czyli ultranowoczesne Miasto Sztuki i Nauki. To prawdziwe miasto w mieście! Zaprojektowana przez Santiago Calatrave centrum kulturalne to kwintesencja nowoczesności: beton, stal i szkło. Do tego kosmiczne bryły budynków odbijają się w gładkiej tafli wody, co nadaje całości lekkości i uroku. Co kryje w sobie ten zachwycający kompleks, który jest sercem współczesnej Walencji? Planetarium, kino, muzeum XXI w., opera i… największe w Europie oceanarium i delifanrium.  To jedno z tych miejsc, których po prostu nie można ominąć będąc w mieście.





Co trzeba przeżyć w Walencji?


Ta różnorodność sprawia, że wielogodzinne spacery po mieście to prawdziwa przygoda nie tylko dla znawców architektury, ale dla każdego, kto po prostu chce chłonąć klimat miasta. To mój ulubiony sposób na poznawanie nowych miast – obserwowanie ludzi, ich zwyczajów, kosztowanie lokalnych specjałów, szukanie miejsc lokalnych i prawdziwych. Dlatego właśnie poza miejscami, które miałam na swojej liście „must see”, pozwalałam sobie na „gubienie się” w Walencji, spacerowanie uliczkami, podziwianie i zachwycanie się detalami architektonicznymi, szczegółami, o których nie pisze się w przewodnikach.


Czy można wyobrazić sobie lepszy początek dnia niż mała, lokalna kafejka i café solo (espresso), americano, a do tego lokalne słodkości – churros albo fartons? A może pobudzająca, słodka kawa carajillo, z dodatkiem syropu i rumu, którą można się delektować patrząc na piękne budynki, wąskie uliczki albo smukłe palmy?






Propozycja obiadu czy kolacji jest oczywista – paella valenciana, czyli rodzaj risotto z warzywami, szafranem, mięsem królika, a w wersji „mixta” także z owocami morza. Zresztą świeże krewetki, kalmary, rozmaite ryby prosto z kutra to prawdziwa gratka dla wielbicieli frutti di mare. Urzeka mnie naturalność kuchni hiszpańskiej, cóż bowiem więcej potrzeba do kulinarnego szczęścia poza świeżymi mulami czy krewetkami, pachnącymi pomidorami, oliwkami, karczochami, które po chwili na patelni tworzą dnie smaczne, zdrowe i bajecznie… proste.



A wieczorem? Kieliszek schłodzonego vino bianco de casa - wina z domowej winnicy, pite w jednym z ogródków, które tętnią życiem, po brzegi wypełnione głośnymi rozmowami i wybuchami śmiechu. Młodzi Hiszpanie to ludzie niezwykle otwarci, zawsze gotowi są na pogawędkę albo… imprezę, którą można rozkręcić nawet na miejskim placu lub skwerku. Zatem ¡Salud!



Hiszpański styl z calle Poeta Querol


Najlepszą porą na szybki wyjazd do Walencji jest w zasadzie cały rok. Jesienią i zimą, kiedy w Polsce otulamy się jeszcze w zimowe płaszcze, albo rozpoczyna się okres jesiennej pluchy, kilka dni w klimacie śródziemnomorskim ok 20 stopni, zdecydowanie naładuje nasze baterie. Temperatura w Walencji nie spada zazwyczaj poniżej 10 stopni, a wiosną czy jesienią zwykle możemy liczyć na pełne słońce, bezchmurne niebo i około 25 stopni na termometrze. Do tego palmy, drzewka pomarańczowe, kolorowe papugi i od razu robi się cieplej na sercu.

(Podróże do Walencji odradzałabym jedynie w początkowe miesiące roku styczeń-luty, gdyż wtedy miasto nawiedza nieprzyjemny chłód i częstsze opady.)

Taka pogoda jest idealna na tworzenie stylizacji. W podróży staram się ubierać wygodnie, ale nie znaczy to, że rezygnuję z mody. Przeciwnie, podróż to dla mnie także modowe wyzwanie. Szukam połączeń, które będą komfortowe, stylowe i jednocześnie zmieszczą się do mojej walizki.

Czyli na temperaturę ok 16 - 25 stopni spakowałam skórzaną kurtkę, marynarkę, sukienki, białe ponadczasowe trampki i biker boots, małe kopertówki pasujące stylowo do butów - i oczywiście pare sztuk okularów przeciwsłonecznych :-)


Poza tym podróże to dla mnie także modowa inspiracja. Z jednej strony kocham chłonąć krajobraz i atmosferę miasta, zachwycać się jego kolorytem, detalami, z drugiej zaś to możliwość popatrzenia na innych ludzi, na ich stylizacje i ogólne uliczne trendy. Lubię przyglądać się ciekawie i dobrze ubranym Hiszpankom, podziwiam eleganckie stroje Hiszpanów. To prawdziwa kopalnia pomysłów modowych, okraszonych lokalną specyfiką i hiszpańskim wyczuciem stylu.

Dla wielbicieli mody punktem obowiązkowym są okolice ulicy Poeta Querol, gdzie mieszczą się eleganckie butiki. To właśnie tam znajdziemy markowe ubrania od najlepszych projektantów: Fendi, Carolina Herrera, Hugo Boss, Salvatore Ferragamo i Loewe. Nawet jeśli wasz budżet chwilowo nie pozwala na zakup torebki czy sukienki, warto tam po prostu pospacerować, pooglądać przechadzających się, świetnie ubranych ludzi i po prostu chłonąć wielką modę.



No i piękne hiszpańskie plaże


Jak dojechać do Walencji?

Ja podróżowałam tym razem liniami RyanAir; Belin-Valencia, ale można również bardzo tanie bilety znaleźć z Warszawy, Poznania, Wrocławia. Aktualnych promocyjnych lotów najlepiej szukać na stronach przewoźników; RyanAir, WizAir lub EasyJet.

Gdzie spać?


Zazwyczaj spaliśmy w różnych hotelach, ale obecnie jestem zauroczona ofertami prywatnych mieszkań i apartamentów, oferowanych przez portal AirBnB. Gdzie za średnią cenę sztampowego i przeciętnego hotelu, można znaleźć urokliwe i butikowe prywatne wnętrze o niepowtarzalnym charakterze.

Tym razem (trzy osobowa rodzina) spaliśmy w przeuroczym i bardzo stylowym małym apartamencie, położonym w samym centrum starego miasta, wychodząc z kamienicy byliśmy na Plaza Redonda, minute drogi do pięknego Plaza de la Reina i Mercado Central.

link do apartamentu 

Jeśli chcesz skorzystać z mojej ulgi możesz wejść przez  ten link do zakupu noclegu w wybranym miejscu na świecie gdzie AirBnB oferuje swoje apartamanty :-)

Życzę miłego zwiedzania Walencji, jeśli masz jakieś pytania lub chciała byś się podzielić zapraszam do komentowania lub bezpośredniego kontaktu przez e-mail, podany w zakładce kontakt.

Abrazos y Hasta Luego !
marta

1 komentarz:

  1. bardzo ciekawa relacja, aż chce się tam pojechać

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Novamoda Stylizacje , Blogger